Auto już mam i w ostatnią sobotę miałem okazję trochę potestować. Wybrałem się do Lilydale. Generalnie w Lilydale nic nie ma. Ot jakaś mała mieścina bez znaczenia z 60 km od Melbourne. Dla mnie znaczenie miało to że jest tam…. złomowisko patroli/sklep części i akcesoriów prowadzone przez speców od off-roadu a co za tym idzie można było zasięgnąć języka gdzie jaki dobry warsztat, jaki dobry olej i takie tam. Panowie poradzili mi jakiej marki olej lać najlepiej, podali kilka przykładowych cen części które warto wozić w bagażniku jak na przykład alternator i rozrusznik. Teraz wiem że jak będę potrzebował części to tam zadzwonię i mi załatwią.
czytaj dalej
Zakup samochodu w stanie Victoria wygląda tak:
trzeba mieć tzw Roadworthy Certificate — taki rodzaj badania technicznego które musi przejść każdy pojazd tylko wtedy gdy zmienia właściciela. Taki certyfikat ważny jest przez 30 dni (tyle czasu jest na sprzedaż auta). W Polsce badanie techniczne trzeba robić co roku ale warto dodać że tutaj robią to dużo bardziej gruntownie — nie że pan Franek powie: …Eeeeeeee, daj pan ten dowód….. i wbija pieczątke bez badania.
Druga sprawa to tzw. Duty Stamp — taki haracz pobierany przez rząd zależny od wartości samochodu na umowie (wypisz wymaluj polska akcyza) ijest to 8$ za każde 200$ ceny auta. Jeśli auto kosztowało 10000$ to trzeba zapłacić 400$.
czytaj dalej
W końcu sie przeprowadziłem do nowego mieszkania. Jak przystało na australijskie zwyczaje jest ono nieumeblowane. Powoli zbieram niezbędne mebelki ze sklepu second hand furniture za rogiem. Koreanka która prowadzi ten biznes już mnie z daleka rozpoznaje he he.
czytaj dalej
Pierwszy zakup off-roadowy. Kompresor high-output do pompowania kol i do zalaczania blokad air locker. Do tego kupilem 6 metrowy waz pozwalajacy siegnac do kazdego kola. Za wszystko zaplacilem 330 $ (jeszcze dostalem gratis miernik cisnienia w oponach wart 33$). Dla przykladu za sam taki kompresor w Polsce na www.rajdy4x4.pl trzeba zaplacic okolo 1200 zeta. Nastepny zakup to pewnie bedzie zawieszenie tough dog.
czytaj dalej
No i zaczelo sie. Pierwszy dzien pracy u klienta — piatek. Przyszlismy na 9-ta. Najpierw musielismy otrzymac identyfikatory ze zdjeciem zeby moc wchodzic do biura — w calym biurowcu jest silne security — w koncu to agencja rzadowa. Identyfikatory dostalismy tak kolo 10 tej. Potem zaprowadzili nas do malego pomieszczenia szkoleniowego gdzie jest 6 stanowisk — bedziemy tu siedziec tymczasowo. Nastepny etap to otrzymanie loginu do kompa — obiecali to zalatwic do 11-tej. OK wyskoczylismy na kawe z jednym z naszych szefow. Po powrocie i po zalogowaniu zostalismy poinstruowani przez szefa zeby sobie cos poczytac na necie bo wpadnie dopiero po obiedzie. Przyszedl grubo po obiedzie i w zasadzie zalecil sciagniecie dokumentacji i poczytanie z niej cokolwiek.
czytaj dalej