Mam taką książeczkę ‘Day Walks from Melbourne’ i ostatnio wypatrzyłem w niej wycieczke do wodospadów Currawong niedaleko Aireys Inlet (taka mała wioseczka przy Great Ocean Road — trzy chałupy, pub i kościół). Pomyślałm że będzie nieźle zrobić sobie 3 godzinną trase do wodospadów i spowrotem a potem wracać wzdłuż wybrzeża znanego jako Surf Coast. Ku mojemu wielkiemu zdumieniu gdy dotarłem do wodospadów okazało się że go nie ma … ba rzeczki tez nie ma. Dobrze że był znak ‘Currawong falls’ gdyż w przeciwnym wypadku nawet bym nie wiedział czy doszedłem do celu czy nie. Całkowicie rozwiało to moje nadzieje na zobaczenie mokradeł w dalszej części szlaku. Generalnie nie polecam tej książeczki. W następnej części wycieczki jechałem wzdłuż wybrzeża zatrzymując się w pobliżu plaż i różnych lookautów.
czytaj dalej
Jak wiadomo Melbourne leży nad ogromną zatoką Port Philip Bay połączoną z oceanem wąskim przesmykiem wyznaczonym przez półwysep Mornington z jedej strony i półwyspem Bellarine z drugiej. Gdy w połowie XIX wieku odkryto złoto w Victorii Melbourne było już całkiem nieźle prosperującą osadą. Istotną kwestią stała się obrona wybrzeża przed potencjalnym najeźdźcą. Zbliżająca sie groźba wojny między W.Brytanią a Rosją w latach 80 XIX wieku skłoniła rząd (jeszcze wtedy brytyjski) do budowy fortów wyposarzonych w stanowiska obserwacyjne i działa przy wejściu do zatoki. Melbourne było najlepiej chronionym miastem korony w tych czasach. nazywany był też Gibraltarem południa. Było kilka incydentów ale nigdy nie miało miejsce żadne poważniejsze starcie.
czytaj dalej
Niektórzy myślą że Australia to tylko pustynia, gorąco itd. Zaskoczeniem może być fakt że tu można też pojeździć na nartach i to całkiem nieźle. Wiosna już niedługo, sezon sie kończy więc trzeba było zobaczyć jak to wygląda w australiskim wydaniu. W sobote wybrałem się z Tomkiem i Sylwią do Mt Buller na narty. Mount Buller to nazwa szczytu (1805 m) jak i wioseczki która w całości jest ośrodkiem narciarskim. Ośrodek usytuowany jest — jak na australijskie warunki — “rzut beretem” od Melbourne bo tylko jedyne 250 km. Wyruszyliśmy wcześnie rano — ciemno wszędzie. Ustawilem trase w GPS-sie i pojechałem po Sylwie i Tomka by potem ruszyć w trase. Ze stanu półsnu w którym jeszcze byłem wyrwały mnie niespodziewane komendy z GPSa : “Za 300 metrów jedź prosto” a potem “Za 180 metrów jedź prosto”.
czytaj dalej